- Naprawdę uważasz za konieczne zmuszanie swojej asystentki do noszenia za tobą szampana do auta? - Celowo nie użyła słowa "sekretarki"
- A co jej szkodzi? - Otworzył butelkę. - Jest najlepiej opłacaną sekretarką w Nowym Jorku. Kocha mnie.
- Bo musi. I dlaczego zmuszasz ją do umawiania cię na randki? Czemu sam nie dzwonisz?
Wiedziała, że jest obcesowa, ale miała to gdzieś. Lyne kazał jej czekać podczas rozmowy z Tannerem Cole'em i było to znacznie bardziej niegrzeczne.
- No cóż... - Lyne nalał szampana do kieliszka, który stał w uchwycie z polerowanego drewna na środku kanapy. - Swój czas wyceniam na jakieś pięć tysięcy dolarów za minutę, a ty byś odmówiła, kosztowałoby mnie to około dwudziestu tysięcy.
- Na pewno możesz sobie na to pozwolić - oświadczyła z pogardą.
- Nie chodzi o to, na co mogę sobie pozwolić, tylko na co chcę. - Wyszczerzył zęby. Odpowiedziała mu cyniczym uśmiechem. Lyne był atrakcyjny ale uśmiechał się jak rekin.
- To najbardziej żałosny wykręt, jaki kiedykolwiek słyszałam - powiedziała.
Postanowiła, że pokaże się z nim w Whitney, a potem wróci do domu. Nie mógł jej zmusić do wspólnej kolacji.
- Ale nie odmówiłaś - powiedział.
- Odmówię.
- Naprawdę jesteś zła, bo kazałem Ellen umówić cię na randkę? - spytał.
Przynajmniej wystarczyło mu przyzwoitości, żeby wyglądać na zdumionego.
- Nie - odparła. - Naprawdę jestem zła, bo kazałeś mi siedzieć i czekać, aż skończysz rozmowę z Tannerem Cole'em.
- Oczekujesz, że będę wyłączał telefon za każdym razem kiedy wejdziesz do pokoju?
- Zgadza się - przytakneła. - Chyba że to ja będę na linii. W takim wypadku możesz rozmawiać.
Popatrzyła na niego, ciekawa, jak to przyjmie. Czy wyrzuci ją z auta? Nie miałaby nic przeciwko temu. Najwyraźniej nie potraktował jej poważnie. Zadzwoniła jego komórka, Lyne wyjął ją i popatrzył na numer.
- Więc nie pozwolisz mi odebrać telefonu od prezydenta Brazylii?
Uśmiechnęła się lodowato.
- Kiedy jesteś ze mną, prezydent Brazylii musi poczkać.
- Jak sobie chcesz. - Wyłączył telefon.
Przez chwilę jechali w niechętnym milczeniu. Nawet go nie znała, więc dlaczego wykłócali się jak para? Zaczynały jej dokuczać wyrzuty sumienia. Takie jędzowate zachowanie do niej nie pasowało. Mężczyźni pokroju Lyne'a Bennetta potrafili wyzwolić w kobiecie najgorsze instynkty, ale nie wolno sobie folgować.
- To naprawdę był prezydent Brazylii? - zapytała.
- Ellen. - Zarechotał. - Jeden zero dla mnie.
Przygryzła wargę, kryjąc uśmiech.
- Na razie - powiedziała.
- A właściwie jeden zero dla ciebie. Bo to naprawdę był prezydent Brazylii.
O Boże. Wariat, pomyślała. "
fragment "Szminki w wielkim mieście" Candace Bushnell
...
Jesus czytam książki dla przekwitających kobiet D:








--
I'm sarcastic due to the overdose of reality.
Nothing in all the world is more dangerous than sincere ignorance and conscientious stupidity. - Dr. Martin Luther King, Jr. 1963 (from Strength to Love)
--
big hangover...
--
Daria (in toliet stall): Pssst
Jane: Oh good, now the toliets talking to me.
Daria: Lane!
Jane: Talking Toliet, you may call me Jane.
--
big hangover...
--
big hangover...
Tobie też spóźnionych
--
Daria (in toliet stall): Pssst
Jane: Oh good, now the toliets talking to me.
Daria: Lane!
Jane: Talking Toliet, you may call me Jane.
--
Previous Page12345...Next Page